piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział pierwszy.

Życie jest piękne, a my sami je sobie komplikujemy i niekiedy robimy z niego jeden z największych horrorów. Tak. Mówię to z pełną świadomością, szkoda tylko że tak późno to zrozumiałam. Po niespełna roku spędzonym w szpitalu psychiatrycznym. - ciężka depresja, okaleczanie się, bulimia, anoreksja, kilka prób samobójczych..
Właśnie tak, zmieniłam swoje życie w koszmar, z którego niedawno się obudziłam, aczkolwiek część tego koszmary zostanie ze mną do końca mojego życia. blizny na rękach, brzuchu i górnej części ud, a po za tym te pieprzone wspomnienia, i to jest najgorsze.
Mam nadzieję, że ten koszmar już nigdy w całości do mnie nie powróci.
Dziś zaczynam od początku.. będę musiała nauczyć się żyć od początku, zupełnie inaczej niż przez ostatnie lata. Teraz będzie lepiej. Mam nadzieję
No w końcu kiedyś musi być, czyż nie?
Aczkolwiek nie spodziewajcie się, że od teraz moje życie będzie cudowne, niczym z jakiejś ckliwej komedii romantycznej, bo tak na pewno nie będzie. Wiem to już teraz.

             *[Kartka z pamiętnika - 10.07.2014r.
                       dzień przed wyjściem ze szpitala]

      To przerażające! Spędziłam tu prawie dwa lata, 20 miesięcy. A jutro tak po prostu zabiorę swoje rzeczy, wezmę jakiś świstek od lekarza i stąd wyjdę, poniekąd zaczynając nowe życie. Bez tego całego gówna.
   Ale to nie zmienia faktu, że się boje. Cholernie się boje, wyjdę stąd za nie całe 24 godziny i TEORETYCZNIE zacznę normalne życie. Tylko teoretycznie niestety, wiem to już teraz. Idąc ulicą będzie mi się wydawało że wszyscy się na mnie patrzą, codzienne walki z myślami, z chęcią zrobienia czegoś głupiego po raz kolejny..
  Przerażające. i to bardzo!
    Mam nadzieję, że uda mi się szybko z tym uporać i w końcu zacząć na prawdę, NORMALNIE żyć.*



Głęboki oddech, kto do przodu, naciśnięcie dzwonka przy drzwiach, odgłosy kroków z wewnątrz domu, szczęk przekręcanego klucza i... mama.
-Mamo..
-Nareszcie. Tak tęskniłam.- wyszeptała, podchodząc bliżej i zamykając mnie w szczelnym uścisku.
Ej, czuje się trochę jakbym wyszła z jakiegoś więzienia o zaostrzonym rygorze, a mama widziała mnie pierwszy raz od kilkunastu lat..
Więzienie to nic, w porównaniu do tego co przeżyłam.
-ale dlaczego nie powiedziałaś, że dziś wychodzisz. Nikt do mnie nie dzwonił, przyjechałabym po Ciebie.- powiedziała odsuwając się i wchodząc razem ze mną do domu.
-Mamo, jestem już pełnoletnie. Mam 19 lat, tak dla przypomnienia. Sama o sobie decyduje, a lekarze nie mają obowiązku dzwonić do moich rodziców.- uśmiechnęłam się. Moja niekiedy aż przesadnie nadopiekuńcza mamuśka wróciła, myślałam że już jej przeszło.
Wcześniej miałam jej to za złe. Nie chciałam kontroli i tego wszystkiego, ale z biegiem czasu.. cóż, to nawet miłe.
-Wiem, niestety.- westchnęłam..- chodź do kuchni, zrobię herbatę. Za raz będzie obiad.
-Aa, gdzie jest Zayn?
-Pojechał gdzieś z chłopakami, będzie dziś wieczorem, albo jutro. jak by wiedział że dziś wracasz, na pewno by został.
-Nie chce żeby przeze mnie zawalił swoje sprawy. Przecież wróci, wtedy się z nim spotkam.- uśmiechnęłam się.
Woow! Kate! Uśmiechnęłaś się! istny sukces!
A po za tym, tak! Moim bratek jest Zayn. TEN cudowny Zayn Malik. Co fakt, to fakt. Jest cudownym bratem i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Spełnia swoje marzenia, jest szczęśliwy i to najważniejsze. Przynajmniej jemu się udało.
***
-Wróciłem!- usłyszałam głos brata.
Ja też, pomyślałam ale się nie odezwałam. Siedziałam w swoim pokoju na łóżku, za raz do niego zejdę, chyba że mama za raz mu powie i on pierwszy tu przybiegnie. hahaha, pod warunkiem że tęsknił.
-Katie!- ponownie usłyszałam jego krzyk. Tak, i że niby on ten spokojny, skryty Zayn Malik, którego nie można odgadnąć. Myślał by kto. Jak on jest skryty, to ja jestem księżna Diana.
Kurwa! Złe porównanie! Ona nie żyje.
Dobra, zapomnijcie o tym!

Potrząsnęłam głową i podniosłam się z łóżka, już chciałam wyjść z pokoju, gdy do tego "wleciał" Zayn..
-Cześć.- uśmiechnęłam się, trochę sztucznie? sama nie wiem.
-Kat.. nareszcie w domu.- uśmiechnął się i podchodząc do mnie przytulił mnie, podnosząc do góry.
-Też tęskniłam braciszku.- zaśmiałam się, mocniej się do niego przytulając.
-Cały czas jesteś tak cholernie lekka.- mruknął
-Zayn.- jęknęłam, chciałam się od niego odsunąć ale niestety, albo i stety nie dałam rady, bo nadal mnie mocno trzymał.
-No dobra, już. Nic nie mówię.- odstawił mnie na ziemię. och, cóż za wspaniały gest z jego strony. nie nic.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz