sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział drugi.


           Tydzień później....

Teoretycznie, jak i praktycznie było dobrze, myślę że nawet bym nie skłamała gdybym powiedziała że było bardzo dobrze. Do czasu niestety.
Postanowiłam zrobić mały, a może i nie taki mały, remont w pokoju. Teraz wszytko przypominało mi w nim, o tym co działo się ponad dwa lata temu.. Chciałam o tym zapomnieć, a to jak teraz wygląda pokój na pewno mi w tym nie pomaga.
Chciałam przemalować ściany, poprzestawiać meble, niektóre przemalować, a niektóre zupełnie wymienić. Zabrałam się za opróżnianie szafek, które chciałam wynieść, znaczy Zayn miał wynieść.
No i właśnie wtedy wszystko się zepsuło, przekładałam książki do kartony, gdy z jednej z nich wyleciała żyletka.. wzięłam ją do ręki i zaczęłam obracać między palcami..
Tak dużo kosztowało mnie żeby z tym skończyć, tyle łez, tyle walki z samą sobą żeby po nią nie sięgnąć. I teraz, kiedy w końcu mi się to udało. Już nawet nie pamiętam kiedy o tym myślałam, teraz gdy wszytko zaczęło się układać, gdy już miało być tak dobrze.. to cholerstwo wypada z książki i o wszystkim mi przypomina. Dlaczego do cholery teraz?!
-Katie!- kimkolwiek jesteś człowieku, i cokolwiek ode mnie chce. Jestem Ci na prawdę cholernie wdzięczna.
Ale czy mi się to podoba, czy też nie, będę musiała po raz kolejny stoczyć ze sobą samą walkę.. Walkę, którą już kiedyś wygrałam. Mam nadzieje, że i tym razem mi się to uda.
Zanim zdążyłam odłożyć to cholerstwo i wstać ktoś wszedł do pokoju.
-Zayn prosił żebym Ci pom... Katie, co Ty robisz?!- do pokoju wszedł Harry. Lubiłam go, jeszcze przed tym jak trafiłam do szpitala często się widywaliśmy, cóż, mogę chyba nawet powiedzieć że był moim przyjacielem.. ale teraz. Minęły dwa lata, kilka rzeczy się zmieniło..
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, powiedzieć. Harry podszedł do mnie, zabrał żyletkę i usiadł obok..
No Kate, teraz to się będziesz tłumaczyła.. zdaje sobie sprawę jak to wyglądało. Czemu jestem taka idiotką? Czemu od razu jej nie wywaliłam..
-Co Ty chciałaś zrobić?- zapytał łapiąc mnie za ręce.
-To nie tak.. Boże, jak Ci to wytłumaczyć...
-Znów chciałaś zrobić sobie krzywdę?- zapytał niepewnie patrząc mi w oczy.
Cholera, nie! Nie chciałam sobie nic zrobić!
-Harry, nie. Po prostu..- on wygląda jakby miał się za raz popłakać! Kurwa!- Ej nie, stop, ja po prostu chciałam wyjąć wszystkie książki, przełożyć do kartonu. No wiesz, remont. i ona wypadła z jednej z nich. Ja na prawdę nie chciałam się pociąć. Przysięgam, już.. ja już tego nie robię Harry.
-Ale to, to wyglądało tak jakbyś.. no wiesz, siedziałaś na podłodze wpatrując się w to gówno.. Ja po prostu..- on chyba też nie do końca wiedział co powiedzieć..
-Dobrze.. już ok. a co do pomocy, dziękuję, ale poradzę sobie. a po za tym nie chce marnować Ci popołudnia.- uśmiechnęłam się.
-Katie! Zayn dzwoni!- krzyk mamy z dołu.. nie mógł zadzwonić na komórkę..
-Przepraszam, za raz wracam.- mówiąc to podniosłam się z podłogi i zeszłam na dół. i cóż, mój jakże kochany braciszek na sam początek przeprosił mnie chyba z pięć razy, a następnie wyjaśnił że już wcześnie obiecał Perrie że gdzieś tam z nią pojedzie i nie zdąży już wrócić do domu, ale za to załatwił mi do pomocy Harry'ego.. po czym jeszcze raz mnie przeprosił..
No fakt, miał mi pomóc, ale bez przesady. Poradzę sobie sama, po co zawracał głowę Styles'owi?

 ***
 Powyjmowaliśmy rzeczy z większości szafek, Harry nie które powynosił, a te których nie dało się wynieść, przesunęliśmy na środek pokoju i przykryliśmy folią.. Pościągałam wszystkie zdjęcia ze ścian, a było ich na prawdę spoko.
-Kiedy zaczynamy malowanie?- zapytał kładąc się na łóżko, które jeszcze było w pokoju.
-Jutro.- położyłam się obok.- i zaczynam. Ja. Sama.- odwróciłam głowę i się do niego uśmiechnęłam.
-Nie pomalujesz tego sama.
-Niby dlaczego?
-Nie dasz rady.
-Dzięki, że wierzysz w moje możliwości i tak dalej. Dobrze wiedzieć, że ma się wsparcie ze strony znajomych.- przewróciłam oczami, a Harry się zaśmiał.
-Chodzi mi o to, że jeśli Ci pomogę zrobisz to szybciej.
-Nie wybieram się nigdzie. Nie chce marnować Twojego czasu Harry, a po za tym na pewno masz lepsze zajęcia niż malowanie ścian i tak szczerze, nie żebym wątpiła w Twoje umiejętności, ale chyba boje się dać Ci do ręki farbę i wałek.- zaśmiałam się.
 Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało..  leżenia na łóżku i gadania z kimś, kto mnie prawie że w stu procentach rozumie, a ja rozumiem jego. Choć, nie powiem zrozumieć Harry'ego Styles'a to nie lada wyzwanie.

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział pierwszy.

Życie jest piękne, a my sami je sobie komplikujemy i niekiedy robimy z niego jeden z największych horrorów. Tak. Mówię to z pełną świadomością, szkoda tylko że tak późno to zrozumiałam. Po niespełna roku spędzonym w szpitalu psychiatrycznym. - ciężka depresja, okaleczanie się, bulimia, anoreksja, kilka prób samobójczych..
Właśnie tak, zmieniłam swoje życie w koszmar, z którego niedawno się obudziłam, aczkolwiek część tego koszmary zostanie ze mną do końca mojego życia. blizny na rękach, brzuchu i górnej części ud, a po za tym te pieprzone wspomnienia, i to jest najgorsze.
Mam nadzieję, że ten koszmar już nigdy w całości do mnie nie powróci.
Dziś zaczynam od początku.. będę musiała nauczyć się żyć od początku, zupełnie inaczej niż przez ostatnie lata. Teraz będzie lepiej. Mam nadzieję
No w końcu kiedyś musi być, czyż nie?
Aczkolwiek nie spodziewajcie się, że od teraz moje życie będzie cudowne, niczym z jakiejś ckliwej komedii romantycznej, bo tak na pewno nie będzie. Wiem to już teraz.

             *[Kartka z pamiętnika - 10.07.2014r.
                       dzień przed wyjściem ze szpitala]

      To przerażające! Spędziłam tu prawie dwa lata, 20 miesięcy. A jutro tak po prostu zabiorę swoje rzeczy, wezmę jakiś świstek od lekarza i stąd wyjdę, poniekąd zaczynając nowe życie. Bez tego całego gówna.
   Ale to nie zmienia faktu, że się boje. Cholernie się boje, wyjdę stąd za nie całe 24 godziny i TEORETYCZNIE zacznę normalne życie. Tylko teoretycznie niestety, wiem to już teraz. Idąc ulicą będzie mi się wydawało że wszyscy się na mnie patrzą, codzienne walki z myślami, z chęcią zrobienia czegoś głupiego po raz kolejny..
  Przerażające. i to bardzo!
    Mam nadzieję, że uda mi się szybko z tym uporać i w końcu zacząć na prawdę, NORMALNIE żyć.*



Głęboki oddech, kto do przodu, naciśnięcie dzwonka przy drzwiach, odgłosy kroków z wewnątrz domu, szczęk przekręcanego klucza i... mama.
-Mamo..
-Nareszcie. Tak tęskniłam.- wyszeptała, podchodząc bliżej i zamykając mnie w szczelnym uścisku.
Ej, czuje się trochę jakbym wyszła z jakiegoś więzienia o zaostrzonym rygorze, a mama widziała mnie pierwszy raz od kilkunastu lat..
Więzienie to nic, w porównaniu do tego co przeżyłam.
-ale dlaczego nie powiedziałaś, że dziś wychodzisz. Nikt do mnie nie dzwonił, przyjechałabym po Ciebie.- powiedziała odsuwając się i wchodząc razem ze mną do domu.
-Mamo, jestem już pełnoletnie. Mam 19 lat, tak dla przypomnienia. Sama o sobie decyduje, a lekarze nie mają obowiązku dzwonić do moich rodziców.- uśmiechnęłam się. Moja niekiedy aż przesadnie nadopiekuńcza mamuśka wróciła, myślałam że już jej przeszło.
Wcześniej miałam jej to za złe. Nie chciałam kontroli i tego wszystkiego, ale z biegiem czasu.. cóż, to nawet miłe.
-Wiem, niestety.- westchnęłam..- chodź do kuchni, zrobię herbatę. Za raz będzie obiad.
-Aa, gdzie jest Zayn?
-Pojechał gdzieś z chłopakami, będzie dziś wieczorem, albo jutro. jak by wiedział że dziś wracasz, na pewno by został.
-Nie chce żeby przeze mnie zawalił swoje sprawy. Przecież wróci, wtedy się z nim spotkam.- uśmiechnęłam się.
Woow! Kate! Uśmiechnęłaś się! istny sukces!
A po za tym, tak! Moim bratek jest Zayn. TEN cudowny Zayn Malik. Co fakt, to fakt. Jest cudownym bratem i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Spełnia swoje marzenia, jest szczęśliwy i to najważniejsze. Przynajmniej jemu się udało.
***
-Wróciłem!- usłyszałam głos brata.
Ja też, pomyślałam ale się nie odezwałam. Siedziałam w swoim pokoju na łóżku, za raz do niego zejdę, chyba że mama za raz mu powie i on pierwszy tu przybiegnie. hahaha, pod warunkiem że tęsknił.
-Katie!- ponownie usłyszałam jego krzyk. Tak, i że niby on ten spokojny, skryty Zayn Malik, którego nie można odgadnąć. Myślał by kto. Jak on jest skryty, to ja jestem księżna Diana.
Kurwa! Złe porównanie! Ona nie żyje.
Dobra, zapomnijcie o tym!

Potrząsnęłam głową i podniosłam się z łóżka, już chciałam wyjść z pokoju, gdy do tego "wleciał" Zayn..
-Cześć.- uśmiechnęłam się, trochę sztucznie? sama nie wiem.
-Kat.. nareszcie w domu.- uśmiechnął się i podchodząc do mnie przytulił mnie, podnosząc do góry.
-Też tęskniłam braciszku.- zaśmiałam się, mocniej się do niego przytulając.
-Cały czas jesteś tak cholernie lekka.- mruknął
-Zayn.- jęknęłam, chciałam się od niego odsunąć ale niestety, albo i stety nie dałam rady, bo nadal mnie mocno trzymał.
-No dobra, już. Nic nie mówię.- odstawił mnie na ziemię. och, cóż za wspaniały gest z jego strony. nie nic.


środa, 20 sierpnia 2014

Wstęp.

Jutro wszytko się zacznie, albo skończy- to się jeszcze okażę.
Niepewna, zamknięta w sobie.
Z kompleksami i problemami? przecież każdy je ma.
    od "jutra" zacznę robić wiele ważnych rzeczy, zmienię swoje życie na lepsze? Chciałabym, ale czy mi się to uda?
-od "jutra" będę się więcej uśmiechać
-od "jutra" nie będę popełniała tego samego błędu.

Ale co tak na prawdę przynosi nam to JUTRO?
-rozczarowania?
-łzy?
-ponownie popełniane błędy?
-miłość?
-nienawiść?
-kolejne załamanie?

*****************************************************************
  co będzie jutro? może pierwszy rozdział? nie wiem
            nie bardzo mi się to podoba. ale jakiś wstęp chyba musi być.

to nie miało być tak. przepraszam.. ;( 


Przeczytałeś/ przeczytałaś?= proszę, skomentuj