Tydzień później....
Teoretycznie, jak i praktycznie było dobrze, myślę że nawet bym nie skłamała gdybym powiedziała że było bardzo dobrze. Do czasu niestety.
Postanowiłam zrobić mały, a może i nie taki mały, remont w pokoju. Teraz wszytko przypominało mi w nim, o tym co działo się ponad dwa lata temu.. Chciałam o tym zapomnieć, a to jak teraz wygląda pokój na pewno mi w tym nie pomaga.
Chciałam przemalować ściany, poprzestawiać meble, niektóre przemalować, a niektóre zupełnie wymienić. Zabrałam się za opróżnianie szafek, które chciałam wynieść, znaczy Zayn miał wynieść.
No i właśnie wtedy wszystko się zepsuło, przekładałam książki do kartony, gdy z jednej z nich wyleciała żyletka.. wzięłam ją do ręki i zaczęłam obracać między palcami..
Tak dużo kosztowało mnie żeby z tym skończyć, tyle łez, tyle walki z samą sobą żeby po nią nie sięgnąć. I teraz, kiedy w końcu mi się to udało. Już nawet nie pamiętam kiedy o tym myślałam, teraz gdy wszytko zaczęło się układać, gdy już miało być tak dobrze.. to cholerstwo wypada z książki i o wszystkim mi przypomina. Dlaczego do cholery teraz?!
-Katie!- kimkolwiek jesteś człowieku, i cokolwiek ode mnie chce. Jestem Ci na prawdę cholernie wdzięczna.
Ale czy mi się to podoba, czy też nie, będę musiała po raz kolejny stoczyć ze sobą samą walkę.. Walkę, którą już kiedyś wygrałam. Mam nadzieje, że i tym razem mi się to uda.
Zanim zdążyłam odłożyć to cholerstwo i wstać ktoś wszedł do pokoju.
-Zayn prosił żebym Ci pom... Katie, co Ty robisz?!- do pokoju wszedł Harry. Lubiłam go, jeszcze przed tym jak trafiłam do szpitala często się widywaliśmy, cóż, mogę chyba nawet powiedzieć że był moim przyjacielem.. ale teraz. Minęły dwa lata, kilka rzeczy się zmieniło..
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, powiedzieć. Harry podszedł do mnie, zabrał żyletkę i usiadł obok..
No Kate, teraz to się będziesz tłumaczyła.. zdaje sobie sprawę jak to wyglądało. Czemu jestem taka idiotką? Czemu od razu jej nie wywaliłam..
-Co Ty chciałaś zrobić?- zapytał łapiąc mnie za ręce.
-To nie tak.. Boże, jak Ci to wytłumaczyć...
-Znów chciałaś zrobić sobie krzywdę?- zapytał niepewnie patrząc mi w oczy.
Cholera, nie! Nie chciałam sobie nic zrobić!
-Harry, nie. Po prostu..- on wygląda jakby miał się za raz popłakać! Kurwa!- Ej nie, stop, ja po prostu chciałam wyjąć wszystkie książki, przełożyć do kartonu. No wiesz, remont. i ona wypadła z jednej z nich. Ja na prawdę nie chciałam się pociąć. Przysięgam, już.. ja już tego nie robię Harry.
-Ale to, to wyglądało tak jakbyś.. no wiesz, siedziałaś na podłodze wpatrując się w to gówno.. Ja po prostu..- on chyba też nie do końca wiedział co powiedzieć..
-Dobrze.. już ok. a co do pomocy, dziękuję, ale poradzę sobie. a po za tym nie chce marnować Ci popołudnia.- uśmiechnęłam się.
-Katie! Zayn dzwoni!- krzyk mamy z dołu.. nie mógł zadzwonić na komórkę..
-Przepraszam, za raz wracam.- mówiąc to podniosłam się z podłogi i zeszłam na dół. i cóż, mój jakże kochany braciszek na sam początek przeprosił mnie chyba z pięć razy, a następnie wyjaśnił że już wcześnie obiecał Perrie że gdzieś tam z nią pojedzie i nie zdąży już wrócić do domu, ale za to załatwił mi do pomocy Harry'ego.. po czym jeszcze raz mnie przeprosił..
No fakt, miał mi pomóc, ale bez przesady. Poradzę sobie sama, po co zawracał głowę Styles'owi?
***
Powyjmowaliśmy rzeczy z większości szafek, Harry nie które powynosił, a te których nie dało się wynieść, przesunęliśmy na środek pokoju i przykryliśmy folią.. Pościągałam wszystkie zdjęcia ze ścian, a było ich na prawdę spoko.
-Kiedy zaczynamy malowanie?- zapytał kładąc się na łóżko, które jeszcze było w pokoju.
-Jutro.- położyłam się obok.- i zaczynam. Ja. Sama.- odwróciłam głowę i się do niego uśmiechnęłam.
-Nie pomalujesz tego sama.
-Niby dlaczego?
-Nie dasz rady.
-Dzięki, że wierzysz w moje możliwości i tak dalej. Dobrze wiedzieć, że ma się wsparcie ze strony znajomych.- przewróciłam oczami, a Harry się zaśmiał.
-Chodzi mi o to, że jeśli Ci pomogę zrobisz to szybciej.
-Nie wybieram się nigdzie. Nie chce marnować Twojego czasu Harry, a po za tym na pewno masz lepsze zajęcia niż malowanie ścian i tak szczerze, nie żebym wątpiła w Twoje umiejętności, ale chyba boje się dać Ci do ręki farbę i wałek.- zaśmiałam się.
Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało.. leżenia na łóżku i gadania z kimś, kto mnie prawie że w stu procentach rozumie, a ja rozumiem jego. Choć, nie powiem zrozumieć Harry'ego Styles'a to nie lada wyzwanie.